Firmy produkcyjne ostrożniej zwiększają zatrudnienie, ale nadal mocno konkurują o specjalistów technicznych. Największy popyt utrzymuje się m.in. w kontroli jakości i utrzymaniu ruchu, a różnice płac między stanowiskami i regionami sięgają kilku tysięcy złotych miesięcznie. Z raportu Gi Group wynika, że automatyk w Trójmieście może zarobić do 12,1 tys. zł brutto wynagrodzenia zasadniczego, a kierownik zmiany w Katowicach do 12,6 tys. zł.
Przemysł nadal ma duże znaczenie dla polskiej gospodarki. W 2025 r. przetwórstwo przemysłowe odpowiadało za 14,9 proc. PKB. Jednocześnie przedsiębiorcy we wrześniu negatywnie oceniali koniunkturę, a wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury wyniósł -5,8.
Na firmy naciskają m.in. ceny energii i paliw, koszty pracy oraz komponentów i usług. Jednocześnie pracodawcy nadal zmagają się z niedoborem kandydatów, rotacją i absencjami. 96 proc. badanych firm produkcyjnych i logistycznych deklaruje, że braki kadrowe zwiększają obciążenie obecnych pracowników, a 55 proc. ogranicza przez to możliwość przyjmowania nowych zamówień lub zwiększania skali działalności.
Popyt nie znika, ale się zmienia
Na koniec II kwartału 2026 r. przetwórstwo przemysłowe miało 24,7 tys. wolnych miejsc pracy, najwięcej spośród wszystkich sekcji gospodarki. To o 2,7 tys. więcej niż rok wcześniej.
Firmy szukały przede wszystkim pracowników bezpośrednio związanych z produkcją. Robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy odpowiadali za 38,3 proc. wakatów, a operatorzy i monterzy maszyn za 28,6 proc. Łącznie obie grupy stanowiły 66,9 proc. nieobsadzonych stanowisk w przetwórstwie.
Największy bieżący popyt widać w kontroli jakości, utrzymaniu ruchu oraz obsłudze produkcji. Niższy popyt dotyczy zarządzania produkcją oraz prac inżynieryjnych i technicznych. W tych obszarach zapotrzebowanie osłabło również względem marca 2024 r.
– Coraz częściej poszukiwani są pracownicy, którzy łączą wiedzę z kilku dziedzin. Przykładowo od specjalisty utrzymania ruchu oczekuje się nie tylko znajomości mechaniki, ale także elektrotechniki i podstaw automatyki. Podobnie w kontroli jakości rośnie znaczenie umiejętności analizy danych i obsługi systemów informatycznych. Dla pracowników oznacza to konieczność poszerzania kwalifikacji, a dla pracodawców większe znaczenie szkoleń i rozwoju własnych zespołów – komentuje Danuta Protasewicz z Grafton Recruitment.
Specjalizacja mocno podbija pensję
Przeciętne wynagrodzenie w przetwórstwie przemysłowym wyniosło w sierpniu 8780,98 zł brutto miesięcznie. To o 5,5 proc. więcej niż rok wcześniej, ale nadal mniej niż średnia w całym sektorze przedsiębiorstw, która sięgnęła 9259,54 zł brutto.
Różnice między stanowiskami są jednak duże. W Warszawie niewykwalifikowany pracownik produkcji może liczyć na 5300-5850 zł brutto, operator produkcji na 5850-7000 zł, a operator CNC na 6700-8200 zł. Znacznie wyżej wyceniane są kompetencje związane z utrzymaniem ruchu i automatyzacją. Technik utrzymania ruchu w Warszawie może zarobić 8900-10300 zł brutto, automatyk 9900-11700 zł, a kierownik zmiany 9500-11200 zł.
– Wynagrodzenia pracowników produkcji coraz wyraźniej odzwierciedlają stopień specjalizacji i samodzielności. Inne są wymagania wobec osoby wykonującej powtarzalne czynności przy linii produkcyjnej, a inne wobec pracownika, który odpowiada za ustawienie maszyn, diagnostykę czy usuwanie awarii. Dla firm istotne jest doświadczenie w konkretnym środowisku produkcyjnym, tym bardziej że wdrożenie nowej osoby na stanowisku technicznym może wymagać znacznie więcej czasu – mówi Agnieszka Żak, dyrektor ds. kluczowych klientów Gi Group.
Warszawa nie zawsze płaci najlepiej
Najwyższych stawek nie zawsze trzeba szukać w stolicy. W Trójmieście operator produkcji może zarobić 6600-7600 zł brutto, a automatyk 9900-12100 zł. Elektromechanik lub technik utrzymania ruchu może tam liczyć na 8900-11300 zł.
Jeszcze wyższe górne widełki pojawiają się na Górnym Śląsku. W Katowicach kierownik zmiany może zarobić 10500-12600 zł brutto. Ślusarz narzędziowy oraz konstruktor i technolog mogą dojść do 12400 zł.
Różnice widać nawet między miastami tego samego województwa. Automatyk we Wrocławiu może otrzymać 9400-11700 zł brutto, podczas gdy w Wałbrzychu 7900-8900 zł. Górne widełki różnią się więc o 2800 zł miesięcznie.
Podobnie wygląda sytuacja w Wielkopolsce. Kierownik zmiany w Poznaniu może zarobić do 11200 zł brutto, a w Gnieźnie do 9000 zł.
Region może zmienić pensję o tysiące
Różnice nie dotyczą wyłącznie stanowisk kierowniczych. Operator CNC w Opolu może zarobić do 8200 zł brutto, czyli tyle samo, ile w Warszawie. W Gorzowie Wielkopolskim górna granica wynosi 6300 zł, a w Białymstoku 7000 zł. Podobnie jest w kontroli jakości. W Trójmieście kontroler jakości może liczyć na 6600-9600 zł brutto, w Warszawie na 7000-8600 zł, a w Częstochowie na 5500-5700 zł.
Na wynagrodzenie wpływają także doświadczenie, konkretne uprawnienia, znajomość określonych maszyn i poziom samodzielności. Do pensji podstawowej dochodzą premie, które również mocno różnią się między stanowiskami i regionami.
W Warszawie operator CNC może dostać dodatkowo 500-1100 zł brutto miesięcznie, a automatyk 700-1600 zł. W Trójmieście premia automatyka może sięgnąć 1700 zł, a w Katowicach kierownik zmiany może dostać nawet 2200 zł.
Sama pensja już nie wystarcza
Wysokość wynagrodzenia nadal silnie wpływa na decyzję o zmianie pracy, ale kandydaci patrzą szerzej niż tylko na podstawę. Liczą się premie, ale też i organizacja pracy, jakość zarządzania, atmosfera, terminowość wypłat i przewidywalność zatrudnienia. Przy dwóch podobnych stawkach o wyborze pracodawcy mogą zdecydować więc warunki organizacyjne albo krótsza droga do zakładu.
– Wynagrodzenie pozostaje jednym z najważniejszych czynników decydujących o podjęciu pracy. Jednak sama wysokość stawki nie przesądza jeszcze o rzeczywistej atrakcyjności oferty. Kandydaci coraz częściej biorą pod uwagę nie tylko stawkę podstawową, ale również realną wysokość miesięcznych zarobków, system premiowy, liczbę dostępnych godzin, dodatki zmianowe, koszty dojazdu oraz stabilność zatrudnienia – wyjaśnia Agnieszka Żak.
Dzisiejsza ostrożność skutkuje deficytem kadr jutro
Bieżące rekrutacje są bardziej selektywne, ale w dłuższej perspektywie przemysł może mieć znacznie większy problem z dostępnością pracowników. Z symulacji Polskiego Instytutu Ekonomicznego przytoczonej w raporcie wynika, że przy utrzymaniu obecnych trendów demograficznych liczba pracujących w przemyśle może do 2035 r. zmniejszyć się o około 11 proc., czyli o blisko 400 tys. osób netto. To nie jest prognoza liczby wakatów, lecz scenariusz wynikający ze zmian demograficznych.
Jednocześnie automatyzacja zwiększa wymagania wobec osób, które w zakładach zostaną. Potrzebni będą pracownicy zdolni obsługiwać i diagnozować urządzenia, programować maszyny, kontrolować jakość oraz usprawniać procesy. Firmy, które dziś ograniczają rekrutację, muszą więc uważać, by nie stracić kompetencji trudnych do odbudowania później. Ostrożność kosztowa może być uzasadniona słabszą koniunkturą, ale niedobór doświadczonych specjalistów technicznych może w kolejnych latach utrudnić zwiększanie produkcji i realizację nowych zamówień.
Raport Gi Group „Rynek pracy i wynagrodzenia w produkcji i logistyce. Stanowiska niższego i średniego szczebla” powstał na podstawie danych GUS, analizy ogłoszeń o pracę oraz informacji o wynagrodzeniach zebranych w sierpniu 2026 r. Uwzględnia także badanie 100 firm z branż produkcyjnych, magazynowych, logistycznych i dystrybucyjnych.
Polecamy także:
- Małe zakupy, duża zmiana. BNPL wychowuje nowych kredytobiorców
- Litr oleju po frytkach to 123 ładowania telefonu, a większość Polaków wciąż go marnuje
- Susza obniża PKB o 0,2 proc. rocznie. Straty idą przez cały łańcuch żywnościowy