Skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie podbiły inflację. Płacimy coraz więcej za paliwo, żywność i energię. W tym czasie koncerny paliwowe osiągają rekordowe zyski, które napędza wojna i kryzys geopolityczny.
Od wybuchu wojny w Iranie ceny benzyny na polskich stacjach oscylują wokół 6,50-6,80 zł za litr. W przypadku oleju napędowego jest to przedział 7,80-8,00 zł za litr. Przy tym marże rafineryjne, czyli różnica między kosztem zakupu surowca a wartością produktów powstałych z jego przerobu, rosły szybciej niż same ceny ropy naftowej.
Aby ograniczyć szok paliwowy, rząd w ramach pakietu CPN obniżył podatki na paliwo: VAT i akcyzę. Mimo że ograniczyło to wpływ cen paliw na portfele konsumentów, to ucierpiał na tym budżet państwa, czyli wszyscy podatnicy. Koszt takiego rozwiązania to około 1,5 miliarda złotych miesięcznie. Teraz, aby odzyskać te utracone dochody, planuje się podatek od nadmiarowych zysków. Zdaniem organizacji społecznych to konieczne minimum – ale środki z niego nie powinny służyć dalszemu dopłacaniu do paliw kopalnych.
Orlen z kosmicznym zyskiem na paliwach
8,15 miliarda złotych – tyle zysku netto wypracowała Grupa Orlen w samym pierwszym kwartale tego roku. W zeszłym roku zysk wynosił 4,2 miliarda złotych – zatem niemal się podwoił. Jak zwraca uwagę Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, konflikt w Iranie wybuchł 28 lutego, więc tylko marzec był w pełni miesiącem kryzysowym.
Zarząd koncernu zarekomendował wypłatę rekordowej dywidendy w wysokości 9,3 miliarda złotych. To więcej, niż do budżetu państwa ma przynieść planowany podatek od nadmiarowych zysków.
Koncerny zapłacą. Dokąd trafią pieniądze?
Organizacje społeczne wypowiadają się jasno – takie rozwiązanie jest uzasadnione, ale niewystarczające. Zdaniem Pracowni na rzecz Wszystkich Istot podatek powinien w pierwszej kolejności wyrównać utracone wpływy z VAT i akcyzy do budżetu państwa. Zaproponowany podatek od nadmiarowych zysków stanowi krok w dobrą stronę, jeśli spełni trzy warunki.
- Każda złotówka powyżej kwoty wyrównania strat w budżecie powinna trafić do najuboższych i na OZE, zamiast podtrzymywać zależność od paliw kopalnych.
- 25 proc. nadmiarowych zysków pozostających w spółkach powinno finansować inwestycje w transformację energetyczną.
- Mechanizm powinien być stały, a nie być jednorazową reakcją na kolejny kryzys paliwowy.
– Kiedy jest drogo, każdy z nas płaci więcej, podczas gdy sektor paliwowy jest największym wygranym. Podatek od nadmiarowych zysków to korekta tego równania. Pieniądze muszą wrócić do najuboższych i najbardziej dotkniętych wzrostem kosztów życia — jako pomoc dla gospodarstw domowych, których nie stać na ocieplenie, własną fotowoltaikę ani magazyn energii. Sama obniżka cen paliw kosztem wpływów do budżetu nie daje spółkom paliwowym żadnego impulsu do zmiany i ostatecznie utrzymuje status quo – mówi Diana Maciąga z Polskiej Zielonej Sieci.
Dlatego nadzwyczajne zyski sektora paliwowego powinny wspierać budowę bardziej odpornego systemu energetycznego opartego na OZE.
– Kryzys paliwowy pokazał, jak kosztowne i niestabilne jest uzależnienie polskiej energetyki od paliw kopalnych. Tym bardziej niepokojące są plany Orlenu, PGE i Enei, które zakładają znaczący wzrost wykorzystania gazu w nadchodzących latach. Zamiast wyprowadzać nas z tej pułapki, planują ją pogłębiać. Część środków pozostających w spółkach – czyli 25 proc. zysków nieobjętych podatkiem – powinna zostać obowiązkowo przeznaczona na inwestycje zmniejszające zależność od paliw kopalnych, w szczególności rozwój odnawialnych źródeł energii, magazynów energii, elektryfikacji oraz modernizacji sieci – komentuje Anna Meres z Greenpeace Polska.
Trzeba budować stałe bezpieczeństwo energetyczne kraju
Oprócz tego podatek od nadmiarowych zysków powinien być trwałym rozwiązaniem, który przyczyni się do większej niezależności energetycznej Polski. Jak zwraca uwagę Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, kryzys paliwowy związany z zamknięciem cieśniny Ormuz wydarzył się zaledwie cztery lata po poprzednim. W 2022 roku na stacjach paliw widzieliśmy podobny szok spowodowany dwoma czynnikami. Pierwszy to popandemiczne odbicie w gospodarce, drugi – inwazja Rosji na Ukrainę, która poskutkowała sankcjami gospodarczymi.
– Doraźne obniżki VAT to odkładanie problemu w czasie. Potrzebujemy stałego mechanizmu, który przeznaczy część nadzwyczajnych zysków sektora paliwowego na uniezależnienie Polski od importu ropy i gazu – dodaje Katarzyna Wiekiera.
Podatek od nadmiarowych zysków jest źródłem sporu
Organizacje społeczne obserwują też toczący się spór o kształt nowej daniny. Branża paliwowa ma swoje postulaty: węższa baza podatników, niższy próg opodatkowania i uwzględnienie w podstawie opodatkowania nie marży sprzedaży, tylko zysku netto.
Co to oznacza? Koncerny paliwowe chcą, aby podatek płaciło mniej firm. Czyli tylko jedna określona grupa (na przykład najwięksi monopoliści), zamiast wszystkich podmiotów związanych z paliwami. Branża chce, aby progi opodatkowania były ustawione tak, by „wpaść” w jak najniższą stawkę podatkową. Największe obawy organizacji społecznych budzi jednak zmiana podstawy opodatkowania, czyli kwota, od której nalicza się podatek.
Marża sprzedaży to w uproszczeniu różnica między tym, za ile stacja/rafineria paliw sprzedała paliwo, a tym, za ile sama je kupiła lub wyprodukowała. Przykładowo, jeśli stacja zapłaciła za litr benzyny w hurcie 4 zł, a potem sprzedała go klientowi za 6 zł, to marża sprzedaży wynosi 2 złote.
Zysk netto oznacza to, co zostaje firmie „na czysto”, czyli po odliczeniu wszystkich kosztów prowadzenia działalności. Wliczają się tu koszty pracy, prądu, transportu, marketingu, koszty administracyjne, spłaty kredytów, amortyzacja maszyn, a nawet straty z innych inwestycji. W ten sposób, z 2 zł, które stacja uzyskała ze sprzedaży, po odjęciu tych obciążeń, robi się mniejsza kwota, np. 0,30 zł.
I według postulatów branży właśnie od tych 30 groszy miałby być dopiero naliczany podatek od nadmiarowych zysków.
Ostateczny kształt podatku przesądzi więc o tym, czy będzie on narzędziem wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego, czy tylko sposobem na częściowe zasypanie dziury w budżecie. Jeśli podstawa opodatkowania zostanie znacząco zawężona, wpływy mogą okazać się niższe, a cały mechanizm mniej skuteczny. Wtedy koszty kryzysu znów w dużej mierze zostaną po stronie budżetu i gospodarstw domowych.
Przeczytaj także:
- Kierowcy zapłacili dużo, firmy jeszcze więcej. Rachunek za paliwa jest ogromny
- Oszuści idą za pieniędzmi. Te branże są dziś dla nich najłatwiejszym celem
- Drugi próg podatkowy łapie klasę średnią. Fiskus korzysta na zamrożonym limicie
- Emeryci mają majątek w mieszkaniach. Problem zaczyna się przy rachunkach